01.07.2026

Jak reagować w sytuacjach kryzysowych? Wiedza, opanowanie i działanie pod presją

Sytuacje kryzysowe i awaryjne potrafią pojawić się niespodziewanie, zarówno w życiu codziennym, jak i w pracy. To właśnie wtedy kluczowe znaczenie mają nie tylko wiedza ale także opanowanie, umiejętność szybkiej oceny sytuacji oraz właściwe działanie pod presją czasu. W niniejszym artykule przyjrzymy się podstawom reagowania w sytuacjach zagrożenia, omówimy najważniejsze zasady bezpieczeństwa oraz podpowiemy, jak przygotować się na nieprzewidziane zdarzenia.

O praktycznej stronie działań w warunkach kryzysowych porozmawiamy z osobą, która łączy wiedzę z doświadczeniem. Naszym rozmówcą jest Michał Umiński – nasz wolontariusz, na co dzień pracownik Spółki ORLEN Ochrona oddelegowany na funkcję Wiceprzewodniczącego Międzyzakładowego Branżowego Związku Zawodowego w Grupie ORLEN. Prywatnie podróżnik i eksplorator, który niejednokrotnie miał okazję mierzyć się z nieprzewidywalnymi sytuacjami w wymagających warunkach. Swoje doświadczenie zdobywał w podróżach po Bałkanach (zaraz po zakończeniu wojny), Białorusi. Wielokrotnie przemierzał z przysłowiowym plecakiem strefę wykluczenia w Czarnobylu.

To połączenie praktycznego doświadczenia oraz pasji do odkrywania świata sprawia, oraz  jego spojrzenie na temat bezpieczeństwa i reagowania w sytuacjach kryzysowych jest wyjątkowo wartościowe. W rozmowie spróbujemy odpowiedzieć na pytanie: jak działać skutecznie, gdy liczy się każda sekunda?

Monika Ustrzycka: Michał ponownie jesteś naszym wolontariuszem, a także liderem Kampanii Społecznej „Alert-Edu”. Na czym polega Wasza kampania i jakie praktyczne umiejętności wnosi ona dla uczestników?

Michał Umiński: Rzeczywiście, dzięki wsparciu Fundacji ORLEN mam możliwość prowadzenia działań edukacyjnych i szkoleń z zakresu reagowania w sytuacjach kryzysowych oraz ewakuacji. Kampania „Alert-Edu” to inicjatywa, która ma przede wszystkim zwiększyć świadomość i przygotowanie mieszkańców na różne zagrożenia.

Dzięki przekazanym przez Was plecakom ewakuacyjnym możemy razem z kolegą Arkiem Koźmińskim z ORLEN Projekt prowadzić praktyczne spotkania i warsztaty dla mieszkańców naszego powiatu. Uczymy, jak zachować się w sytuacjach awaryjnych, jak prawidłowo reagować oraz jak korzystać z podstawowego wyposażenia ratunkowego.

Widzimy, że żyjemy w dość wymagających i niepewnych czasach. Od kilku lat za naszą wschodnią granicą trwa wojna, co naturalnie wpływa na poczucie bezpieczeństwa. Jednak nasza kampania nie ogranicza się wyłącznie do zagrożeń związanych z konfliktami zbrojnymi. Skupiamy się szerzej, na każdym rodzaju sytuacji kryzysowej, takich jak powodzie, wichury, awarie czy codzienne sytuacje, w których trzeba ratować ludzkie zdrowie lub życie.

Naszym celem jest pokazanie, że odpowiednie przygotowanie i wiedza mogą realnie zwiększyć bezpieczeństwo , zarówno pojedynczych osób, jak i całych społeczności.

Monika Ustrzycka: Jak oceniasz walor plecaków ewakuacyjnych otrzymanych z Fundacji ORLEN w ramach programu Bezpieczny ORLEN?

Michał Umiński: Plecaki, które otrzymaliśmy od Was i które wykorzystujemy w ramach kampanii, są bardzo profesjonalnie przygotowane i zawierają wszystko, co niezbędne w sytuacjach kryzysowych. Znajdziemy w nich zarówno podstawowe elementy orientacyjne i informacyjne, jak mapa, latarka czy mini radio, jak i praktyczne wyposażenie energetyczne – powerbank oraz ładowarki typu dynamo. Nie brakuje również środków bezpośrednio ratujących życie i zdrowie, takich jak dobrze wyposażona apteczka, a także elementów zwiększających komfort i bezpieczeństwo w trudnych warunkach – odzieży przeciwdeszczowej czy namiotu ratunkowego.

Ważnym elementem jest także zapas żywności, który pozwala przetrwać kilka dni bez dostępu do zewnętrznego wsparcia. Co istotne, taki plecak można dodatkowo dostosować do własnych potrzeb i doświadczeń. Przykładowo – zamiast klasycznych tabletek do uzdatniania wody, osobiście polecam stosowanie słomki filtracyjnej, która umożliwia bezpośrednie picie wody z naturalnych źródeł, takich jak jeziora czy rzeki. Wydajność tego typu sprzętu jest bardzo wysoka – w zależności od modelu i ceny może to być od około 1000 litrów (w granicach 50 zł) aż do nawet 4000 litrów przy kosztach rzędu 100-150 PLN.

Takie rozwiązania pokazują, że odpowiednie przygotowanie nie musi być skomplikowane, a dobrze skompletowany zestaw może realnie zwiększyć nasze bezpieczeństwo w sytuacjach awaryjnych.

Monika Ustrzycka: Wspomniałeś o piciu wody. W sytuacji awaryjnej jest to kluczowe?

Michał Umiński: Jakość wody jest absolutnie kluczowa dla naszego zdrowia i bezpieczeństwa. Pod żadnym pozorem nie powinniśmy pić wody o nieznanym pochodzeniu. Jeśli jednak znajdziemy się w sytuacji, która nas do tego zmusza, należy pamiętać o jej odpowiednim przygotowaniu – wykorzystaniu słomki filtracyjnej lub przynajmniej przegotowaniu przed spożyciem.

Warto mieć świadomość, że długotrwałe odwodnienie, często będące skutkiem biegunki (trwającej od 3 do 7 dni), może doprowadzić nawet do śmierci. U dzieci ten proces zachodzi znacznie szybciej, co czyni sytuację jeszcze bardziej niebezpieczną. Dlatego w mojej podróżniczej apteczce, oprócz leków przeciwzapalnych i przeciwbólowych, zawsze znajduje się węgiel aktywny, który może okazać się niezwykle pomocny w problemach żołądkowych.

Pamiętajmy o prostej, ale bardzo ważnej zasadzie – lepiej być spragnionym niż odwodnionym. Świadome podejście do kwestii wody może w sytuacji kryzysowej decydować o naszym zdrowiu, a nawet życiu.

Monika Ustrzycka: W sytuacjach awaryjnych o czy powinniśmy jeszcze pamiętać?

Michał Umiński: Pamiętajmy, aby zawsze mieć przy sobie zeskanowane dokumenty osobiste. Ja dodatkowo przechowuję wszystkie najważniejsze dokumenty (świadectwa szkolne, akty własności itp.) w chmurze. Drugą zasadą jest ubiór nierzucający się w oczy – najlepiej zwykły, codzienny. Przestrzegam, aby nie nosić żadnych ubrań wojskowych ani emblematów, ponieważ tylko przyciągają uwagę. Mój przyjaciel Wołodia, z którym przemierzaliśmy opuszczone miasta strefy wykluczenia, opowiadał mi, że widział zabitego rolnika, który miał na sobie spodnie moro, przez co Rosjanie wzięli go za żołnierza. Podczas ewakuacji obowiązuje zasada numer jeden: nigdy nie rzucaj się w oczy i nigdy nie prowokuj przeciwnika.

Monika Ustrzycka: A jak się bronić przed innymi?

Michał Umiński: W sytuacji kryzysowej najlepszą formą obrony jest ucieczka. Jedyną bronią, jaką posiadam, jest gaz pieprzowy. Jeśli byłbym zmuszony go użyć, zrobiłbym to tylko po to, by jak najszybciej się oddalić. Na wielu spotkaniach preppersów mówi się o sztuce walki i obrony, a ja za każdym razem jak mantrę powtarzam: dbaj o swoje zdrowie i nie pozwól się zranić.
Najlepszą obroną jest ucieczka. Wyobraź sobie sytuację, w której podczas walki wręcz zostajesz ugodzony nożem lub łamiesz rękę. Mimo wszystko udaje ci się wygrać. I co dalej? Szukasz lekarza – ale gdzie i kto ci pomoże? Na pewno nie pomoże sepsa ani krwotok. Mogę śmiało powiedzieć, że najszybciej giną bohaterowie, którzy myślą, że są herosami z uniwersum Marvela.

Monika Ustrzycka: Reasumując - prócz doświadczenia i wiedzy praktycznej potrzebna jest również zimna krew.

Michał Umiński: Moim zdaniem zimna krew i opanowanie to absolutnie kluczowe cechy w sytuacjach kryzysowych. I nie chodzi tu wyłącznie o konflikty czy zagrożenia ze strony ludzi, ale także o katastrofy, wypadki i wszelkie momenty, gdy zwykła panika może zadecydować o życiu lub śmierci. Opowiem Ci trzy krótkie historie, które na zawsze ukształtowały moje podejście.

Wiele lat temu, podczas jednej z leśnych wypraw, uległem poważnemu wypadkowi. Wpadłem w sidła. Uszkodzenia były poważne, a krew zaczęła płynąć zbyt szybko. Wiedziałem, że sytuacja jest krytyczna. Było ze mną dwóch kolegów. Jeden z nich, gdy zobaczył rozdartą nogę, po prostu stracił przytomność — organizm nie wytrzymał widoku.

Drugi zachował zimną krew. Bez wahania zerwał z siebie t‑shirt i zrobił prowizoryczną stazę. Działał szybko, zdecydowanie, bez paniki. To najprawdopodobniej uratowało mi życie. Dziś została mi tylko blizna — ale dla mnie to nie tylko ślad po wypadku. To przypomnienie, że w kryzysie nie zawsze wygrywa najsilniejszy — wygrywa ten, kto potrafi zachować spokój.

Druga historia wydarzyła się znacznie później (4 lata temu) w zupełnie innym miejscu — w Czarnobylu. Staliśmy pod olbrzymim radarem pozahoryzontalnym Duga, znanym jako „Oko Moskwy”. Monumentalna, rdzewiejąca konstrukcja, która robi wrażenie nawet z ziemi. Wśród eksploratorów krążyła wiadomość, że wkrótce wejście zostanie odcięte. To była być może ostatnia szansa. A być w Czarnobylu i nie stanąć na Dudze to hańba.

Decyzja zapadła szybko — wchodzimy. Wołodia został na dole na czatach, a nasza trójka ruszyła w górę. Przede mną 90 metrów pionowej wspinaczki po starych, zardzewiałych drabinkach. W naszej trzyosobowej grupie był zbudowany kulturysta i drobna, ale wysportowana nauczycielka fizyki, pasjonatka biegania. Na ich tle czułem się najsłabszy — ale to dobrze bo jak ja już tam byłem i dałem radę to tym bardziej oni wejdą na szczyt.

Wspinaczka była długa i wymagająca. Każdy ruch trzeba było stawiać rozważnie. Po ponad pół godzinie dotarliśmy na szczyt. Widok był surrealistyczny — cisza, przestrzeń i gigantyczna konstrukcja, która dawno straciła swoje pierwotne znaczenie. Zdjęcia, chwila oddechu i wracamy.

Schodzimy. Ja pierwszy, za mną kulturysta, na końcu nauczycielka. I nagle — wszystko się zmienia. Na wysokości około 70 metrów nasz siłacz nagle zastyga. Patrzy w dół. Konstrukcja się buja, wiatr robi swoje. I wtedy nadchodzi najgorsze — paraliż. Człowiek, wyglądał jak skała, nie jest w stanie zrobić kroku. Ani w górę, ani w dół.

Zapada cisza, której nie powinno tam być. W głowie mam tysiące myśli jak go sprowadzić na dół. I wtedy do akcji wchodzi nauczycielka. Spokojny głos, konkretne polecenia. Bez krzyku, bez chaosu. Najpierw przywraca kontakt, potem kieruje jego uwagą. Zaczynamy z nim rozmawiać — celowo, o czymkolwiek, byle utrzymać jego głowę „tu i teraz”. W końcu wpada nam do głowy prosty pomysł,  zaczynamy pytać go z tabliczki mnożenia.

Absurdalne? Może. Ale działa. Krok po kroku, pytanie po pytaniu, sprowadzamy go na dół. Bez paniki. Bez kolejnego dramatu.

Ta historia pokazuje coś bardzo prostego, a jednocześnie bardzo brutalnego: mięśnie, siła, wygląd — to wszystko przestaje mieć znaczenie, gdy zawodzi głowa. W kryzysie wygrywają nie najsilniejsi, ale ci, którzy potrafią myśleć jasno wtedy, gdy inni tracą kontrolę.

Ostatnia historia wydarzyła się niespełna miesiąc temu.

Jadę w sobotni poranek do sklepu. Na ulicy widzę kobietę, która rozpaczliwie macha rękami. Jeden samochód przejechał, drugi również. Ja się zatrzymuję, otwieram okno, a ona krzyczy, że w bocznej uliczce leży człowiek i wygląda, jakby umierał.

Natychmiast skręcam i jadę we wskazane miejsce. Widzę mężczyznę leżącego na ziemi — cały we krwi, bez kontaktu. Podbiegam. Z ust toczy się krew zmieszana z pianą. Działam automatycznie: udrażniam drogi oddechowe, stabilizuję głowę i układam go w pozycji bocznej, kontrolując oddech. Po chwili krzyczę do kobiety, żeby dzwoniła na 112 i wezwała pomoc. I wtedy dzieje się coś, co widziałem już wcześniej — kompletny paraliż. Kobieta zastyga, dosłownie jak tamten kulturysta na drabince. Krzyczę ponownie, a ona mówi, że nie potrafi odblokować telefonu.

Na szczęście w tym momencie pojawia się moja koleżanka, która zauważyła całe zdarzenie. Bez zbędnych emocji włącza się do działania — pomaga mi zabezpieczyć poszkodowanego, bierze mój telefon, wybiera numer 112, włącza głośnik i swoim spokojem stabilizuje sytuację.

Po połączeniu z dyspozytorem otrzymuję konkretne wskazówki. Słyszę, że pogotowie wyrusza. Problem w tym, że do miejsca zdarzenia mają około 25 kilometrów, więc wiem, że to potrwa. W międzyczasie widzę, że stan mężczyzny chwilowo się pogarsza.

Decyduję się działać dalej — proszę o pomoc lokalną jednostkę OSP (Bądkowo Kościelne). Reakcja jest błyskawiczna. Po kilku minutach są na miejscu i przejmują akcję ratunkową.

W tym czasie koleżanka zajmuje się spanikowaną kobietą. Uspokaja ją, zabezpiecza dokumenty leżące na ziemi i zbiera rozsypane wokół banknoty. Każdy robi to, co trzeba. Bez chaosu. Bez paniki. To kolejny raz pokazało mi, jak ogromne znaczenie ma opanowanie.

Osobiście staram się co roku lub co dwa lata przechodzić kurs pierwszej pomocy. I wszystko, co wtedy robiłem, pamiętałem właśnie z ostatniego szkolenia w Centrum Edukacji ORLEN. W takich momentach nie ma czasu na zastanawianie się — działa się tym, co już masz w głowie.

Monika Ustrzycka: Uważasz że jesteśmy przygotowani jako społeczeństwo do takich sytuacji?

Michał Umiński: Trudno uogólniać. Na pewno świadomość stale rośnie i widzę duże zainteresowanie naszymi szkoleniami. Wielu młodych ludzi zadaje pytania i są otwarci na udział w naszych szkoleniach.

Monika Ustrzycka: Gdzie można odbyć takie szkolenie lub wysłuchać wykładu w ramach projektu ,,Alert-Edu”?

Michał Umiński: Nic prostszego, wystarczy umówić się z nami i ustalić dogodny termin. Szkolenie/pogadanka trwa od 1 do 1,5 godziny i jest całkowicie bezpłatne. Znajdziecie nas oczywiście who is who.

Jakiś czas temu przeprowadziliśmy takie szkolenie wspólnie z Dyrektorem Andrzejem Kruczyńskim (legendą GROM-u). Całość była realizowana pod Państwa patronatem. Byliśmy niezwykle pozytywnie zaskoczeni frekwencją pracowników.

Dlatego serdecznie zapraszamy, jeśli będą chętne firmy z GK lub pracownicy, z przyjemnością odwiedzimy ich razem z Arkiem i opowiemy o naszych doświadczeniach oraz przeżyciach. Z pewnością postaramy się również przybliżyć wszystkim ten temat w przystępny sposób.

Zachęcam także do zapoznania się z moim poradnikiem, który znajduje się w naszym intranecie — opisuje on, jak w miarę niskim kosztem przygotować własny plecak.

Monika Ustrzycka: Dziękuję za rozmowę

Michał Umiński: Ja również dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników.